Resident Evil: Outbreak - File #2 (PS2) - recenzja Mission failed Capcom chyba traci rozum. Jego zasłużona marka Resident Evil z odsłony na odsłonę schodzi na psy, serwując nam coraz to gorszą część. Nie tak dawno każda nowo wydana gra ze wspomnianej sagi zdobywała oceny na poziomie min. 75 procent (zwykle więcej), a teraz twórcy stworzyli kilka oddziałów serii, w tym chociażby Outbreak, co powoduje tylko pogorszenie sytuacji na rynku. Co tu dużo mówić, to już nie ten sam RE... To gorszy RE... O wiele. Otóż mniej-więcej rok temu odbyła się premiera Resident Evil: Outbreak, natomiast jakieś kilkanaście tygodni temu na półkach sklepowych pojawiła się jej kontynuacja, która do w/w tytułu dodaje File #2. Złośliwie stwierdzę, że bardziej pasowałoby określenie Failed #2. No, ale po kolei. Co jest nie tak? O dwóch niemowach Na początku należałoby wyjaśnić, czym jest Outbreak. Otóż to odłam serii przygodowych gier akcji z sagi Resident Evil, głównie – przynajmniej teoretycznie, ale o tym nieco później – dedykowany entuzjastom potyczek w trybie kooperacji online (czyli przechodzenia gry np. we dwójkę ze znajomym siedzącym przy konsoli). O ile w części pierwszej ów pomysł sprawdził się przyzwoicie, o tyle teraz po prostu – paradoksalnie – lepiej zasiąść do rozgrywki w wersji przeznaczonej dla jednego gracza.

Banki internetowe


Lokata terminowa jest to umowa miedzy bankiem a klientem dotyczaca lokowania srodkow pienieznych zawierana na czas okreslony. Bank zobowiazuje sie wyplacic kapital wraz z odsetkami na koniec okresu umowy.

 

wikipedia.org


Banki
  • Adult
  • Arts
  • Business
  • Computers
  • Games
  • Health
  • Home
  • Kids and Teens
  • News
  •  
  • Recreation
  • Reference
  • Regional
  • Science
  • Shopping
  • Society
  • Sports
  • World


  • Recenzja gry "Fantasy Wars" Szczerze mówiąc nie przepadam za strategiami rozgrywanymi w systemie turowym. Nie kręci mnie zbytnio schemat „raz Ty, raz ja” – raczej wolę dynamiczne RTS`y, w których wydobywam surowce, rekrutuje jednostki i uderzam całą armią na bazę wroga. Już tak mam. Nie zmienia to jednak faktu, że nierzadko próbuję zmienić lub może raczej rozszerzyć swoje upodobania, dając szanse grom, które wedle zasad nigdy nie powinny zagościć na moim komputerze. Taki właśnie los spotkał Fantasy Wars – jak się później okazało, bardzo sympatyczną turówkę z kilkoma ciekawymi rozwiązaniami. Przyznaję, że po raz ostatni z tego typu specyficzną produkcją, tak dobrze bawiłem się kilka lat temu przy okazji premiery Massive Assault. Notabene gry bardzo niedocenionej i podejrzewam, że podobny los spotka Fantasy Wars. Dlaczego? Tego dowiecie się z niniejszej recenzji. Recenzowany tytuł stara się nie deptać po wytartych już szlakach i raczej oferuje nam sporo innowacji względem innych przedstawicieli gatunku, co nie znaczy, że gra jest ewolucją albo chociaż rewolucją. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy zaraz po uruchomieniu kampanii dla jednego gracza, jest świat podzielony na heksy.